Na poniedziałek najlepsza babeczka! :)

W miniony weekend znowu piekłam cupcakes 🙂 Tym razem jednak nie „dla domu”, jak to się kiedyś mówiło, ale na event dobroczynny, jaki miał miejsce dzisiaj w mojej pracy. A co może skuteczniej osłodzić poniedziałkowe męki, niż pochłonięcie domowej, pachnącej masłem babeczki? – no właśnie, niewiele 😉

Tym razem upiekłam babeczki maślane, z lekką nutą ananasową, udekorowane kremem z serka mascarpone i kandyzowaną wiśnią. Przyznam się jednak szczerze, że liczyłam na ciut bardziej wyczuwalnego ananasa, bo z tego samego przepisu korzystam już parę lat, piekąc z niego „duże” ciasto (przepis pewnie sie kiedyś pojawi) i aromat ananasa zawsze jest bardzo intensywny. W dzisiejszych babeczkach nie czuć go jednak aż tak bardzo, co mnie zdziwiło, a jednocześnie też nauczyło czegoś nowego 😉

Nie zmienia to faktu, że efekt końcowy był bardzo smakowity (zdanie – nieskromne- moje, mojego Męża, Koleżanki Agaty + fakt, że babeczki sprzedały sie co do jednej sztuki) i mam nadzieję, że przepis zachęci Was do przekonania się o tym na własnych kubkach smakowych 😉  Pozdrawiam! 🙂

 

cupcakes_ananas

 

Przepis na maślane babeczki z ananasowym akcentem i kremem z serka mascarpone znajduje się TUTAJ.

 

Reklamy

Kurczak, gruszka i żurawina

Od paru dobrych dni, wiosna próbuje się do nas dostać 🙂 Czuć to w powietrzu, widać po przebiśniegach i krokusach, nieśmiało wybijających na miejskich trawnikach i po wieeelkich bannerach reklamujących wiosenno-letnie kolekcje ubrań. Wiosenne zapędy czuć też jednak w innym ważnym miejscu: w kuchni! 😀 Coraz częściej mamy ochotę na potrawy z wykorzystaniem warzyw i owoców, których tak brakowało nam przez ostatnie miesiące.

Ponieważ jednak do pełni sezonu jeszcze kawałek, na razie niestety możemy pozwolić sobie tylko na małe wiosenne „co nieco”- u mnie taki przedsmak takich aromatów objawił się niedawno w postaci sałatki z rukoli, z kurczakiem, gruszkami i serem camembert 🙂 Zdaję sobie sprawę, że nie każdy jest wielbicielem takich połączeń, ale mimo wszystko bardzo zachęcam do wypróbowania przepisu. Sałatka jest lekka, prosta w przygotowaniu, a zarazem pyszna i pożywna. No i, co równie ważne, dzięki wykorzystaniu składników o różnych kolorach, bardzo fajnie prezentuje się na talerzu. Polecam! 🙂

salatka_gruszka

 

Przepis na sałatkę z rukolą, kurczakiem, gruszkami i camembertem znajduje się TUTAJ.

No to klops!

Nigdy nie szalałam za klopsami- można wręcz powiedzieć, że ich nie lubiłam (szczególnie gotowanych). W „dorosłym” życiu smaki mi się trochę pozmieniały i od czasu do czasu nachodzi mnie jednak chęć na chrupiącego smażonego klopsika (gotowanych nadal nie jem 😉 ), pachnącego cebulką i majerankiem.

Pamiętam, że gdy zaczynałam już lubić tak przygotowane mięso mielone, najbardziej smakowały mi one w zestawieniu z sosem majerankowym, który robiła (i nadal robi) często moja Babcia. Niestety-  na pewno duuużo czasu minie, zanim nauczę się przyrządzać go tak, jak ona, niemniej jednak zawsze warto próbować 😉

Efektem takiej próby ( i dopraszania się Patryka o „polski obiad” 😉 ) było właśnie wczorajsze danie- smażone klopsy wołowe z sosem majerankowym, podane do kuskusu i ogórka konserwowego. Wiem, że najfajniej smakowałyby mi one z ziemniakami i buraczkami na ciepło, ale w takiej „innej aranżacji” też się sprawdziły. Same klopsy wyszły bardzo smaczne: spieczone i chrupiące na zewnątrz i przyjemnie soczyste, cebulkowo-majerankowe w środku. Z pół kilograma mięsa zrobiłam ich 6 sztuk. Polecam! 🙂

klopsy

Przepisy na klopsy smażone i sos majerankowy znajdują się TUTAJ.

St Patrick’s Day! :)

Dziś 17 marzec, obchodzony w Irlandii bardzo, bardzo hucznie jako Dzień Świętego Patryka. Celebrując to święto, Irlandczycy zakładają na siebie ubrania w kolorze zielonym (oczywiście symbolizującym ich kraj), spożywają dużo „zielonego” (naturalnie i nienaturalnie) jedzenia, piją spore ilości piwa i whiskey (choć aby tradycji stało się zadość „wystarczy” tylko 1 porcja tego ostatniego) i wychodzą na ulice, biorąc udział w wielu barwnych i wesołych paradach.

Choć u nas obchody tego święta nie są zbytnio popularne i zazwyczaj ograniczają się tylko do dużo bardziej kameralnych eventów w irlandzkich pubach, postanowiłam mimo wszystko przygotować „coś konsumpcyjnego” z zielonym akcentem- i to na słodko. W ten sposób powstały więc całkiem zwyczajne-niezwyczajne babeczki migdałowe z jeżynami i zielonym kremem z serka mascarpone.

Proponowany przeze mnie przepis na zielone cupcakes luźno bazuje na jednym z podanych w książce „Babeczki” wydawnictwa Olejesiuk i jest bardzo prosty do zrealizowania. Samo ciasto babeczkowe jest właściwie nieskompliowanym ciastem proszkowym, jeżyny mogą zostać zastąpione dowolnymi owocami (choć polecałabym też „czerwone” – maliny, porzeczki, wiśnie) lub nawet marmoladą, a kremu mascarpone można w ogóle nie zabarwiać- barwnik nie wpływa na zmianę smaku kremu, może więc zostać całkowicie pominięty. Reasumując: niewielki nakład pracy, a efekt przepyszny- polecam wypróbowanie! 😉

Moje zielone babeczki prezentowały się tak:

cupcake_happy

Przepis na babeczki migdałowe z jeżynami i kremem z mascarpone znajduje się TUTAJ.

Historia pewnego omletu :)

Cześć 🙂

Wczoraj miałam PLAN- wraz z moją koleżanką Olą postanowiłyśmy wybrać się na zajęcia fitness o obiecująco brzmiącej nazwie „Cellulit Stop”, poprzedzone szybką i lekką kolacyjką u mnie w domu. Plan jak to plan, był całkiem dobry do momentu, kiedy nie wypalił 😉

Ostatecznie wieczór skończył się skonsumowaniem wspomnianego lekkiego posiłku oraz usprawnieniem trawienia mini dawką Sheridan’sa, jednak absolutnie nie można powiedzieć, że nic nie zrobiłyśmy dla zdrowia, a to dlatego, że kolacja podana została w wersji nie dość, że light, to jeszcze vege i na dodatek gluten-free! 🙂 Dzięki temu też, mam nadzieję, przypadnie do gustu wielu z Was. Czym była ta prosta, szybka i w dodatku nieobciążająca układu trawiennego potrawa? Odpowiedź brzmi: był to omlet biszkoptowy.

Omlet taki kojarzę z późniejszego dzieciństwa, bo jadłam go parę razy u koleżanki z dawnych lat- jej mama przygotowywała go w wersji „na słodko”, podając ze śmietanką i różnymi owocami, na przykład jagodami. Teraz ja przygotowałam go w wersji wytrawnej- z warzywnymi dodatkami i serem (plus dla mnie jeszcze z szynką). Efekt zachwycił Olę, która postanowiła zrobić zdjęcie omletowi, dzięki czemu teraz mam co wrzucić na bloga, bo sama o tym nie pomyślałam 🙂

U mnie dodatkami były pomidory, resztki szpinaku z poprzedniego obiadu, ser żółty i plaster szynki, ale można komponować je dowolnie, dobierając to, na co się ma ochotę lub co akurat ma się pod ręką 🙂 Dodatkowo, przygotowanie tego omletu zajmuje nie więcej niż 15 minut (i to już łącznie z pokrojeniem dodatków!), więc jest to świetny pomysł na ultra szybki obiad czy smaczne danie dla niespodziewanych gości. Polecam bardzo! 🙂

omlet

Po przepis na omlet biszkoptowy zapraszam TUTAJ.

Zielono mi, czyli zupa-krem cukiniowa :)

Dzisiejszy dzień, przynajmniej do tej pory, rozpieszcza nas piękną pogodą- słońce nie odpuszcza od rana 🙂 Od razu robi się przyjemniej, energetyczniej i smakowiciej 😀

Z tego powodu (oraz ponieważ akurat miałam pod ręką odpowiednie produkty 😉 ) postanowiłam przygotować bardzo zieloną, przez co mi osobiście kojarzącą się wiosennie zupę-krem z cukinii. Przygotowanie jej zajęło mi niecałe 40 minut i w zasadzie gdyby nie to, że podczas wykonywania tej czynności spotkał mnie minidramacik (zacięłam się przy krojeniu cebulki, dopiero co naostrzonym nożem), pewnie wyrobiłabym się jeszcze szybciej 😉 Niemniej jednak polecam ten przepis bardzo gorąco.

Zupę tę można dodatkowo uatrakcyjnić, dodając do niej na przykład zgrillowane krewetki, kawałeczki sera feta lub mozzarelli albo minigrzanki z chleba i (ostrego) żółtego sera. Ja akurat podałam ją bez niczego, w najprostszej formie, ale zapewniam, że i w takiej postaci jest bardzo smaczna 🙂

zupa_cukiniowa

Przepis na zupę-krem cukiniową znajduje się TUTAJ.

Kurczak, pieczarki, papryka i mleczko kokosowe, czyli pomysł na proste curry

Dzisiejszy wpis, jak obiecałam, poświęcony jest przepisowi na proste curry z kurczakiem, pieczarkami i papryką. Wszystkie składniki połączone są aromatycznym mleczkiem kokosowym oraz doprawione imbirem, czosnkiem i odrobiną ostrej papryki- idealna kompozycja, nie tylko na końcowozimowy obiad 🙂

Co o do samego curry, często słowo to używane jest w kontekście indyjskiej mieszanki przypraw. Istotnie, nazwą tą określa się bardzo aromatyczną i charakterystyczną kompozycję ziół, złożoną między innymi z kolendry, kminu rzymskiego, chili i imbiru, bardzo popularną w kuchni azjatyckiej. Warto też jednak pamiętać, że curry to nie tylko mix przypraw, ale i samodzielne danie, składające się najczęściej z warzyw i mięsa lub ryby oraz- co w zasadzie stanowi istotę curry- pełnego smaku sosu.

Jak wspomniałam wcześniej, moje curry bazuje na mleczku kokosowym, które w połączeniu z dodanymi przeze mnie dodatkami tworzy bardzo aromatyczny, a zarazem lekki sos. Oczywiście, paprykę czerwoną można zastąpić inną, a pieczarki wymienić na inne warzywo, na przykład na cukinię- możliwości jest cała masa, a efekt końcowy zależy tylko i wyłącznie od fantazji kucharza 🙂 Dzięki temu curry jako potrawa jest też świetnym sposobem na wyczyszczenie lodówki- do jego zrobienia można użyć tak wielu produktów, że zastanawiam się, co w zasadzie NIE nadawałoby się do przyrządzenia tej potrawy 🙂 Spróbujcie sami! Polecam 🙂

curry_collage

Przepis na curry z kurczakiem, pieczarkami i mleczkiem kokosowym znajduje się TUTAJ.